Rewolucja w nauce. Co można zrobić?

Home / Aktualności / Rewolucja w nauce. Co można zrobić?

Rewolucja w nauce. Co można zrobić?

W dyskusjach na temat kondycji naszej nauki pojawiają się rozmaite wątki dotykające szeregu systemowych i zasadniczych oraz doraźnych i szczegółowych problemów nauki w Polsce. W części wypowiedzi przewija się cichy lub wypowiadany głośno postulat: nauka w Polsce winna stać się lepsza!

W debacie publicznej obecny jest również i inny ton: „zaorać, posypać solą i liczyć, że przyjdzie nowe pokolenie i zbuduje naukę w Polsce od zera. To co jest teraz jest tak zepsute, że nie nadaje się do naprawy”. Zwolennicy tej wizji naszej nauki znajdują wiele – przyznajmy, że przecież prawdziwych – argumentów na dowód licznych nieprawidłowości: marnotrawstwo pieniędzy publicznych, dydaktykę akademicką na niskim poziomie, brak spektakularnych odkryć, wdrożeń, patentów, prestiżowych publikacji itd. Paradoksem jest, że ton ten słychać bardzo często w wypowiedzi Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Jestem zdania, że ludzie uznający, że w Polsce nie ma badaczy zdolnych do uprawiania nauki na najwyższym poziomie są w błędzie. Tacy naukowcy są, i to są liczni, choć pracują na ogół w bardzo złych warunkach i niesprzyjającym im systemie.

Czy można zaprojektować system, w którym nauka w Polsce – w nieodległej perspektywie czasowej – dorówna nauce w najbardziej rozwiniętych krajach Europy? Sądzę, że tak. Można wyobrazić sobie dobrze działający system, w której nauka rozwija się dynamicznie. System ten wyglądałby jednak inaczej, niż nasza aktualna codzienność.

Jak to zatem osiągnąć by było lepiej? Jak to osiągnąć, by efekty pracy naszych naukowców dorównywały pracy naukowców z krajów zachodniej Europy, gdzie finansowanie nauki jest przynajmniej pięciokrotnie wyższy niż w Polsce? A właściwie jak to osiągnąć bez podnoszenia budżetu na naukę? Otóż liczenie, że jest to możliwe to mydlenie sobie i innym oczu. Nauka w Polsce może dorównać nauce europejskiej tylko jeśli będzie finansowana w sposób i w wysokości porównywalnej do tych krajów.

Jeśli oczekujemy od polskich badaczy, żeby efekty ich pracy mierzyły w Nobla, musimy zapewnić im odpowiednie warunki do pracy. Wyobrażam sobie, że warunki te muszą przypominać te, do których ciągną polscy emigranci naukowi.

  • Miejsca pracy zapewniające osłony socjalne, w tym dobre ubezpieczenia zdrowotne i programy emerytalne. Pracownik nie troszczy się o swoją przyszłość i nie szuka lepszego pracodawcy. Dla większości naukowców istnieje mało kuszących alternatyw wobec akademickiego lub badawczego pracodawcy. Korzystny system wspiera przy tym więź pracownika z instytucją, gwarantując lojalność pracownika, a instytucji daje pewność, że dobrze wyszkolony pracownik nie ucieknie do konkurencji.

  • Wynagrodzenia stawiające pracownika w górnych strefach klasy średniej. Liczenie na to, że wybitna nauka zrodzi się w laboratoriach, gdzie pracownicy zarabiają mniej niż wynosi średnia krajowa w sektorze przedsiębiorstw, a nawet mniej niż zarabiają urzędnicy państwowi nie jest poważne. Polscy badacze uciekają za granicę do wynagrodzeń odpowiadających kwotom 8-15 tys. zł miesięcznie. Ponieważ koszty życia w wielu krajach nie odbiegają już aż tak znacznie (jak jeszcze w latach ’80) od kosztów życia w Polsce, wyobrażam sobie, że pensje na poziomie netto: 3 zł dla badacza przed doktoratem, 5 tys. dla doktora i 10 tys. dla profesora wystarczyłyby, by zatrzymać ich w kraju.

  • Nowoczesne laboratoria i pełne biblioteki. W Polsce nie tylko musimy nadrobić zaszłości wynikające z pięćdziesięciu lat wyrwy w kontaktach ze światem nauki. Musimy również zrównoważyć zaległości wynikające z naszej prowincjonalnej pozycji w Europie (Polska ostatnio była ważnym centrum nauki i kultury w dobie Renesansu). Wszechstronny rozwój kraju, w tym rozwój edukacji i nauki pozwoli na stworzenie warunków dla przyszłych noblistów.

Najlepszym dowodem na słuszność powyższych stwierdzeń jest niedawny list 36. „zadowolonych”. Sygnatariusze nie narzekają na warunki pracy, na swoje wynagrodzenia, na możliwość rekrutowania badaczy do swoich zespołów. Zapewniono im właściwe warunki do pracy naukowej. Uzyskali to dzięki grantom z publicznych lub prywatnych instytucji. Robią z tych pieniędzy bardzo dobry użytek. Ale dobry system zapewniać takie warunki powinien większej niż 36 liczbie badaczy.

Nie jestem przy tym zwolennikiem jedynie podniesienia pensja i unowocześnienia laboratoriów. Samo to nie wystarczy. W naszej sytuacji niezbędny jest czynnik mobilizujący, którym (mimo wielu mankamentów) musi być system konkurencji i rywalizacji.

Pozwólmy na realną obecność obcokrajowców w polskim systemie nauki i szkolnictwa wyższego. Wystarczy odejść od zaporowego dla obcokrajowców wymogu znajomości języka polskiego przy aplikowaniu o granty badawcze lub o posady na uczelniach. Rzeczywiste dopuszczenie obcokrajowców do posad na polskich uniwersytetach będzie dobrym narzędziem umiędzynarodowienia naszego środowiska. Przyciągnie zagranicznych studentów, a i nasi podszkolą znajomość języków obcych. Pozyskiwanie zagranicznych naukowców do naszych laboratoriów to lepsza realizacji postulatu mobilności: zamiast wysyłać zagranicę jednostki, lepiej by to ktoś do nas przywoził swoje doświadczenie i przekazywał je wielu.

Otwarcie polskiego „rynku” nauki na badaczy zagranicznych będzie sprzyjało podnoszeniu standardów i wymusi na polskich badaczach realną rywalizację z naukowcami ze świata.

Pamiętajmy jednak, że aby w istocie kusić naukowca, by to w Polsce prowadził swoje badania musimy zaoferować mu więcej niż tylko Chopina i naszą gościnność. Chopin oczywiście pomoże, ale nie wystarczy. Naukowcy szukają dobrych warunków pracy. Wystarczy zatem zapytać zagranicznych badaczy, jakie warunki skusiłyby ich do przyjazdu i pracy w Polsce. Gdy już to będziemy wiedzieli stwórzmy takie warunki. Czasem konkurs wygra Polak, czasem badacz zagraniczny. Zobaczymy. Zacząć jednak trzeba od podstaw, a te nieuchronnie sprowadzają się do budżetu.


O autorze: dr Łukasz Niesiołowski-Spanò jest historykiem, pracuje w Instytucie Historycznym UW. Jest jednym z inicjatorów ruchu społecznego Obywatele Nauki. Tekst ukazał się również na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” dn. 24 kwietnia 2013r.

Contact Us

We're not around right now. But you can send us an email and we'll get back to you, asap.