„Tata na uczelni” Macieja Malickiego, czyli o problemach młodych ojców w świecie akademickim

Home / Aktualności / „Tata na uczelni” Macieja Malickiego, czyli o problemach młodych ojców w świecie akademickim

„Tata na uczelni” Macieja Malickiego, czyli o problemach młodych ojców w świecie akademickim

Maciej Malicki (ON)

Tata na uczelni

 

Do dziś świetnie pamiętam dzień pierwszego września, tego roku, kiedy zaczynałem studia. Ulice pełne były ubranych odświętnie uczniów, zmierzających na początek roku szkolnego. Ja tymczasem wyjeżdżałem właśnie z miasta na obóz konny – miałem przed sobą jeszcze cały miesiąc wakacji. A w dalszej perspektywie plan samodzielnego studenckiego życia: podróże autostopem po Europie, pisemko literackie, które właśnie zakładaliśmy ze znajomymi, a także, choć pewnie wtedy nie było to dla mnie tak istotne, marzenia o wielkich odkryciach naukowych.

Trzy miesiące później dowiedziałem się, że to nie kolokwia i sesje egzaminacyjne będą dla mnie największym wyzwaniem. Moja dziewczyna zaszła w ciążę i oboje musieliśmy rozpocząć przyśpieszony kurs dorosłości. Zacząłem szukać pracy, którą dałoby się pogodzić ze studiami, zabrałem się za remont jednopokojowego mieszkania odstąpionego nam przez rodzinę z innego miasta, zakupy garnków, talerzy i tym podobnych sprzętów, a także niepewne oglądanie wyprawki dla noworodka.

Kiedy nasz syn skończył rok, udało się znaleźć dla niego miejsce w żłobku, jednak już parę miesięcy później trzeba go było stamtąd zabrać ze względu na podejrzenie padaczki. Dzięki finansowemu wysiłkowi obu rodzin opłacaliśmy przez dwa lata nianię, która przychodziła do nas codziennie na parę godzin. Ale od drugiej popołudniu musieliśmy dosłownie wymieniać się wózkiem w drodze na zajęcia i do biblioteki. Gdy niepokojące objawy padaczki okazały się jedynie przejściowym zaburzeniem rozwojowym, posłaliśmy dziecko do gminnego przedszkola. Mieliśmy na pewno sporo szczęścia: obecnie w naszym mieście brakuje w publicznych żłobkach miejsc dla ponad pięciu tysięcy dzieci, a w przedszkolach – dla ponad trzech tysięcy. A koszty prywatnej opieki są na tyle wysokie, że wiele osób nie może sobie pozwolić na takie rozwiązanie.

Bez wątpienia wychowywanie dziecka w trakcie studiów to bardzo trudne przedsięwzięcie, niezależnie od tego ile wsparcia otrzymają młodzi rodzice. Z drugiej strony, można powiedzieć, że wychowywanie dziecka nigdy nie jest łatwe. To wielka nowość i wielki obowiązek, wymagający zmiany przyzwyczajeń, rezygnacji z wielu przyjemności i poszukiwania źródeł dodatkowych dochodów. Pewien mój znajomy, który został rodzicem po trzydziestce twierdzi, że wcale nie radziłby sobie z tą rolą lepiej w wieku lat dwudziestu. Upierałbym się jednak, że młodzi ludzie mają trudniej, a szczególnie dotyczy to rodziców, którzy wciąż studiują.

Po pierwsze, zajęcia uniwersyteckie odbywają się zazwyczaj w ciągu dnia. Dorabiający studenci-rodzice są więc mało dyspozycyjni i przez to tracą w oczach pracodawców. Po drugie, posiadają bardzo skromne doświadczenie, zarówno życiowe, które pozwoliłoby im sprostać dodatkowym obowiązkom, jak i zawodowe. A to z kolei wpływa na wysokość pensji i warunki umów na podstawie których zostają zatrudnieni.

Do kłopotów finansowych dokładają się równie poważne problemy natury społecznej. Student-rodzic występuje w nietypowej roli, a w zasadzie całkowicie wypada z roli młodego człowieka, nie otrzymując w zamian żadnej innej przynależności. „Wpadliście, co?” – to aż zbyt dobrze znany komentarz do sytuacji młodego ojca lub matki. Niezbyt komfortowa pozycja wśród nieobciążonych opieką nad dziećmi rówieśników nakłada się na brak zdefiniowanego miejsca w systemie edukacji wyższej. Kategoria „studenta-rodzica” oficjalnie w ogóle nie istnieje. Nie można z tego względu liczyć na zmianę terminu egzaminu, albo warunków jego zdawania. Choroba dziecka nie zwalnia z żadnych wymogów, choć może być utrudnieniem nie mniejszym niż choroba samego studenta. Warto też dodać, że odpowiedzialny ojciec dzieli obowiązki opieki nad dzieckiem na równi z matką, a tymczasem kategoria „studenta-ojca” jest jeszcze bardziej niezrozumiała niż „studentki-matki”

To poczucie niedopasowania rodzi wstyd. Pamiętam widok koleżanki, która zdawała test pisemny, podczas gdy jej partner czekał z wózkiem przed salą, na wypadek, gdyby trzeba było nakarmić dziecko. Myślałem, że nigdy w życiu nie odważyłbym się na takie publiczne wystąpienie –  wolałbym raczej oblać egzamin. Co gorsza, wstydziłem się również tego, że się wstydziłem. Uważałem, że powinienem być dzielniejszy, miałem więc  poczucie, że podwójnie nie spełniam własnych oczekiwań.

Ostatecznie oboje skończyliśmy studia, choć zapłaciliśmy wysoką cenę za ten wysiłek. Studiowaliśmy o dwa lata dłużej, borykaliśmy się z permanentnym niedoborem finansowym, przeżyliśmy także bardzo poważny kryzys naszego związku. Później udało nam się nawet obronić doktoraty, jednakże akurat w czasie studiów doktoranckich pewnie było nam łatwiej niż innym rodzicom naukowcom, gdyż nasz syn chodził już do szkoły.

Należy bowiem powiedzieć, że podobne trudności spotykają rodziców, którzy pragną zająć się nauką zawodowo. Praca nad doktoratem oznacza konieczność rezygnacji z pełnowymiarowej pracy zarobkowej. W zamian doktoranci mogą otrzymać skromne stypendium, jednak w Polsce ma na nie szansę tylko 20-25% studentów. Pisanie doktoratu, starania o choćby niewielki dodatkowy dochód oraz wychowanie dziecka to połączenie na dłuższa metę niezwykle trudne do utrzymania. Zresztą, nawet w trakcie stażu podoktorskiego pogodzenie pracy naukowej z życiem rodzinnym może stanowić niemałe wyzwanie. I nie jest to tylko polski problem. Pewien mój znajomy przez dwa lata pracował na amerykańskim uniwersytecie, który nie oferował żadnego wsparcia dla rodzin postdoków. Mimo przyzwoitej pensji, nie był w stanie zapewnić bardzo drogiej opieki dwójce swoich dzieci, cały ciężar zajmowania się nimi spadł zatem na jego żonę. Mówi, że niewiele brakowało, aby się rozwiedli. Do Polski wrócili mocno pokiereszowani psychicznie.

W ostatnim czasie zaczyna się powoli mówić o tym, że studenci i pracownicy naukowi potrzebują wsparcia przy wychowywaniu dzieci. Uniwersytet Łódzki założył przedszkole otwarte zarówno dla zwykłych studentów jak i dla doktorantów. Przy Politechnice Wrocławskiej na początku przyszłego roku powstanie „Klub Dziecięcy” przyjmujący dzieci studentów trzy razy w tygodniu na cztery godziny. Dzięki takiemu systemowi setka rodzin zyska więcej czasu na naukę i pracę.

Żłobki powstają również przy Uniwersytecie Śląskim i Uniwersytecie Warszawskim. Niestety, ze względu na to, że placówki te finansowane są z pieniędzy unijnych przeznaczonych na wsparcie osób powracających na rynek pracy, nie znajdzie się tam miejsce dla dzieci studentów licencjackich i magisterskich. Ta sytuacja budzi rozgoryczenie, zwłaszcza, że to właśnie studenci Wydziału Pedagogicznego UW stoją za całą inicjatywą. O tym, że wciąż trzeba walczyć o zrozumienie dla samej idei opieki nad dziećmi w instytucjach akademickich świadczyć może komentarz biura rzecznika prasowego UW: „koncentrujemy się na badaniach i dydaktyce; żłobki i przedszkola to działalność poboczna”. Uniwersytet Warszawski nie planuje w najbliższym czasie poszerzenia zakresu działalności swojego żłobka.

Pamiętajmy jednak, że placówki opieki na dziećmi to nie wszystko. Na wielu uczelniach zagranicznych przy każdym wydziale zatrudniona jest osoba, której zadanie polega na zajmowaniu się studentami-rodzicami. Zakładane są specjalne grupy samopomocy, fora internetowe i strony fejsbukowe. Dzięki temu młode matki i ojcowie nie mają poczucia, że ich obecność jest niewygodna albo krępująca dla otoczenia. W efekcie wzrasta szansa na to, że uda im się ukończyć studia, zdobyć odpowiednią pracę i znaleźć czas na wychowywanie dzieci. Choć nie jestem zwolennikiem przykładania do wszystkiego kryteriów ekonomicznych, wydaje się, że w tym  wypadku można bez wahania stwierdzić, że wsparcie dla studiujących rodziców, rodziców piszących doktoraty i rodziców zajmujących się nauką, opłaca się w dłuższej perspektywie całemu społeczeństwu.

 

 

 

Contact Us

We're not around right now. But you can send us an email and we'll get back to you, asap.