Polemika z tekstem Izy Desperak z „Liberté”

Home / Aktualności / Polemika z tekstem Izy Desperak z „Liberté”

Polemika z tekstem Izy Desperak z „Liberté”

Poniżej zamieszczamy polemikę Emilii Jarochowskiej z tezami zawartymi w tekście Izy Desperak „Banda nieudaczników”, opublikowanym na portalu „Liberté”. Iza Desperak ustosunkowywała się do artykułu Tomasza Kamińskiego „Prawie połowa polskich naukowców nic nie publikuje”. Autorce dziękujemy za interesujący tekst.  Zachęcamy do przesyłania kolejnych głosów w tej ważnej debacie.

 

Piszę w odpowiedzi na tekst pani Izy Desperak, bo sądzę, że może on wiele osób wprowadzić w błąd co do celów pracy naukowej i sposobu jej organizacji na uczelniach.

Moja odpowiedź opiera się na założeniu, że celem istnienia uczelni jest kształcenie na poziomie akademickim oraz publikowanie wysokiej jakości wyników pracy naukowej. Drugi z tych celów w naturalny sposób wynika z potrzeby funkcjonowania w perspektywie międzynarodowej, ponieważ większość (jeśli nie wszystkie?) problemy naukowe z założenia mają znaczenie ponadregionalne. Poza kilkoma wyjątkami w naukach humanistycznych, wszystkie badania prowadzone na uczelniach mają znaczenie tylko w kontekście międzynarodowym, i tylko poprzez publikacje Polscy naukowcy mogą zaznaczyć swój wkład w rozwój tych badań. Jeśli tego nie robią, to inne sposoby spędzania przez nich czasu w pracy (oprócz dydaktyki) mijają się z celem.

Tekst pani Desperak wymienia organizację konferencji oraz prowadzenie projektu jako czynności, które odbierają czas na publikowanie. A przecież jaki jest sens prowadzenia projektu naukowego, jeśli jego uwieńczeniem nie jest właśnie kilka dobrych artykułów? Jaki jest sens organizacji konferencji, jeśli nie przedyskutowanie na żywo wyników z innymi specjalistami w dziedzinie, potencjalnymi recenzentami i redaktorami, aby uniknąć trywialnych błędów w artykule i przekonać do swoich argumentów osoby, które będą decydować o jego publikacji? Jeśli konferencja temu nie służy, to po cóż ją organizować i dręczyć się „wynajęciem i wyposażeniem sal, mikrofonów i dostaw wody mineralnej”? Wreszcie, Polska nie jest przecież krajem celującym w liczbie konferencji. Odbywają się one (możliwe, że jednak częściej) także za granicą, a mimo to w wielu krajach udaje się naukowcom łączyć ich organizację z publikowaniem.

Myślę, że informacja o straszliwych kosztach publikowania jest myląca i może wiele osób wprowadzić w błąd. W każdej dziedzinie nauki są czasopisma, które nie pobierają opłat od autorów, i nie wiąże się to z niższym prestiżem. Natomiast to prawda, że artykuł powinien być napisany zrozumiale w języku angielskim i cytować aktualne prace w swojej dziedzinie; jeśli to dla kogoś są powody, aby nie publikować, to jego miejsce powinno być zajęte przez osobę lepiej przygotowaną do swojej pracy.

Pani Desperak sugeruje wreszcie: „I może są wśród nas tacy, co nie publikują dla punktów, bo chodzi im o coś innego. Jakość stawiają ponad ilość, gardzą systemem, który każe publikować za wszelką cenę?”

Wydaje się logiczne, aby ci bezinteresowni idealiści, którzy nie chcą publikować dla punktów, nie pracowali także dla pieniędzy i prowadzili swoją działalność naukową jako hobby. W świecie nauki publikacje są jedynym sposobem udowodnienia swoich kompetencji i udokumentowania, w jaki sposób zostały wydane publiczne pieniądze przeznaczone na badania i na zatrudnienie pracownika naukowego. Demonizowane punkty za publikacje nie kluczowym aspektem komunikacji naukowej i być może znikną w najbliższej przyszłości. Na pewno nie jest tak, że w Polsce wiele osób próbuje opublikować nowatorskie i rewolucyjne badania, które jednak zostają odrzucone, bo autor nie opłacił kosztu publikacji. Naukowiec, który twierdzi, że jest użyteczny, ale nie opublikował swoich badań, bo nie miał czasu, nie różni się od studenta, który twierdzi, że zna odpowiedzi na wszystkie pytania na egzaminie, ale nie miał czasu ich napisać.

Piszę to może w tonie radykalnym, ale dlatego, że zgadzam się z panią Desperak w jednej kwestii – przebicie się w nauce międzynarodowej jest bardzo trudne, i wymaga dużych pieniędzy. Nie jest jednak tak, że Polska jest miejscem szczególnie upośledzonym naukowo, w którym nic się nie może udać. Są w Polsce zespoły badawcze odnoszące ogromne sukcesy, bez wyjątku wyrażające się dużą liczbą publikacji wysokiej jakości, i na nich warto się wzorować. Na polskich uczelniach wciąż pokutuje koncepcja idealisty-badacza, omnibusa i polihistora, który po wielu latach żmudnej pracy publikuje dzieło życia. Promotorzy nie tylko nie angażują studentów do swoich projektów naukowych, ale nawet nie mieści im się w głowie, aby student mógł coś opublikować w międzynarodowym czasopiśmie. Rzadko angażują studentów do pomocy w badaniach i organizacji konferencji. Praca nie jest zorganizowana pod kątem publikacji i wiele projektów jest podejmowanych z „czystej naukowej ciekawości” lub jako kontynuacja wieloletniej tradycji badania tego samego tematu przez kolejne pokolenia w danej katedrze, a jeśli wyniki okażą się ciekawe, to być może skończą się artykułem. Ten sielankowy system jest anachroniczny, praca naukowca to także praca, i powinna być nie tylko innowacyjna, ale także wydajna.

Emilia Jarochowska

Friedrich-Alexander-University Erlangen-Nuremberg
GeoZentrum Nordbayern – FG Palaeoumwelt
Loewenichstr. 28
91054 Erlangen
Germany

Contact Us

We're not around right now. But you can send us an email and we'll get back to you, asap.