Trzej przyjaciele z boiska… Jak cudownie powiększyć dorobek publikacyjny jednostki naukowej (przedruk)

Home / Aktualności / Trzej przyjaciele z boiska… Jak cudownie powiększyć dorobek publikacyjny jednostki naukowej (przedruk)

Trzej przyjaciele z boiska… Jak cudownie powiększyć dorobek publikacyjny jednostki naukowej (przedruk)

Profesor Jerzy Marian Brzeziński z Instytutu Psychologii UAM nadesłał nam swój artykuł oryginalnie opublikowany w „Forum Akademickim” (nr 07-08/2015).


 

Jeden rodem jest z miasta Warszawy, drugi rodem jest z miasta Chorzowa,
no a trzeci jest rodem z Krakowa, co ich łączy i przyjaźń i sport.
      Trzej przyjaciele z boiska, skrzydłowy bramkarz i łącznik.
       Żyć bez siebie nie mogą, dziarscy i nierozłączni.
       Nie jeden mecz już wygrali, nie jeden przegrać zdążyli.
       Często się rozjeżdżali, lecz zawsze znów się schodzili.
[muzyka: Władysław Szpilman; słowa: Artur Międzyrzecki]  

Pozmieniajmy trochę w tekście tego socrealistycznego szlagieru. Miasta możemy pozostawić. Możemy też wpisać nowe. Według uznania. Tytułowi „przyjaciele z boiska”, to przyjaciele z różnych jednostek naukowych (instytutów, wydziałów, zakładów). A mecz? Nasi przyjaciele, obsadzeni  w nowych rolach też grają. Grają o punkty (za publikacje, za patenty, za wdrożenia itp.). A te punkty przesądzą, być może – o czym marzą i dlaczego walczą w jednej wirtualnej „drużynie” – o zwycięstwie: grant z NCN, indywidualny awans naukowy (np. habilitacja). I, co szczególnie ważne, zatrudniające ich jednostki przybliżą się do kategorii A, a może nawet A+! I o to przecież chodzi w tej nowej grze planszowej: punktuj albo cię zwolnią. Wklejaj znaczki w zeszyciku lojalnościowym przedzielonym ci przez kierownika supermarketu. Dostaniesz w nagrodę ładny garnek, deskę do prasowania, albo … nagrodę rektora za zgromadzoną sumę punktów – jak niektórzy piszą – „KBN/MNiSzW/KEJN”.

W zasadach oceny parametrycznej jednostek naukowych, które zostały spisane w ustawie o finansowaniu nauki oraz w towarzyszącemu jej rozporządzeniu ministra właściwego ds. nauki (nadal aktualnym) znalazła się i taka, szczegółowa zasada dotycząca oceny punktowej publikacji (monografii i artykułów), które mają wielu autorów. Intencją racjonalnego – jak mniemam – ustawodawcy było wspieranie (a przynajmniej niekaranie) autorów pracujących zespołowo. Co więcej, chodziło też i o zachęcenie do tworzenia zespołów badaczy/autorów reprezentujących różne jednostki naukowe. Zatem, na przykład, trzem autorom pochodzącym z trzech różnych jednostek naukowych, którzy opublikowali artykuł w Nature (lista JCR – 50 pkt.) przypisać trzeba po 50 pkt. dla każdej z zatrudniających ich jednostek naukowych. Każda z tych jednostek pochwali się, że ma w swoim dorobku artykuł opublikowany w prestiżowym czasopiśmie naukowym. Łącznie będą to trzy, a nie jeden artykuł! I jeszcze jedno pytanie. Czy wysiłek włożony w napisanie dużej monografii przez jednego autora (w języku polskim – 20 pkt.) jest taki sam, jak współautorów monografii o tej samej objętości napisanej przez trzech badaczy (każdy, gdy pochodzą z różnych jednostek, otrzyma 20 pkt.).

Coraz częściej – zwłaszcza w naukach empirycznych, doświadczalnych – w dorobku naukowym danego badacza artykuły przedstawiające rezultaty zespołowej pracy eksperymentalnej na łamach powszechnie w świecie poważanych czasopismach znacząco przeważają nad monografiami. Także awanse habilitacyjne w takich dyscyplinach przeprowadza się nie na podstawie monografii, ale na podstawie monotematycznego cyklu artykułów opublikowanych w tzw. dobrych czasopismach naukowych (najlepiej o zasięgu ogólnoświatowym).

Jeżeli przyjmujemy jako podstawę oceny dorobku naukowego danego badacza wartości wskaźników, takich jak indeks Hirscha, sum IF czy liczbę cytowań, to taka ocena musi budzić wątpliwości – zwłaszcza, gdy ów dorobek będzie obejmował, w przeważającej części, publikacje powstałe jako efekt pracy zespołowej. „Czyste” wskaźniki bibliometryczne nie informują o rzeczywistym wkładzie poszczególnych autorów w powstanie danego artykułu naukowego. Do tego potrzebna jest bardziej szczegółowa informacja o wkładzie każdego z autorów (i to nie tylko procentowym!). Niezbędna też będzie ocena tego wkładu dokonana przez miarodajnego eksperta (peer review). Jest to oczywiście możliwe, gdy ocenie poddany jest opublikowany dorobek naukowy pojedynczego badacza. Ale co zrobić, gdy publikacje (monografie i artykuły) są przypisane wielokrotnie różnym jednostkom naukowym zgodnie z afiliacją wskazaną przez poszczególnych współautorów. Według reguł KEJN, spisanych w odpowiednim rozporządzeniu, aż do 10 autorów jednej publikacji może przypisać 100% punktów (np. 20 pkt. za monografię opublikowaną w języku polskim) zatrudniającej ich jednostce. Przy większej liczbie autorów (powyżej 10), też można przypisać całe 100% punktów danej jednostce, gdy „co najmniej 20% autorów jest pracownikami jednostki”. Jak widać, „opłaca się” tedy tworzyć zespoły złożone z pracowników różnych jednostek naukowych. Opłaca się to zwłaszcza jednostkom zatrudniającym owych pomysłowych autorów.

Problem pojawia się jednak wówczas, gdy współautorzy publikacji tak naprawdę nie tworzą zespołu, a jedynie współfirmują jakąś publikację w celu powiększenia dorobku własnego i zatrudniającej ich jednostki. Mówiąc inaczej, gdy próbują „wcisnąć się” w lukę w przepisach. Co zatem można zrobić, aby zastopować takie „przyjacielskie” świadczenie usług publikacyjnych? Przy ocenie indywidualnych osiągnięć, gdy są one przeliczone na punkty, a nie poddane wyłącznie ocenie typu peer review trzeba wymagać, aby opisany był wkład danego badacza w powstanie określonej publikacji. Mało tego, powinien on być potwierdzony przez współautorów. Podobnie postępuje Centralna Komisja do Spraw Stopni i Tytułów, gdy habilitant przedstawia pracę habilitacyjną pod postacią opublikowanego cyklu artykułów z których część (a nawet wszystkie) ma wielu autorów. To właśnie współautorzy (a nie sam zainteresowany!) muszą dokonać oceny wkładu habilitanta w powstanie danej publikacji. Niestety, ten wymóg nie dotyczy pozostałego dorobku kandydata.

Jeżeli zatem zasada dzielenia „chwały” za publikację (proporcjonalnie do osobistego wkładu każdego ze współautorów w jej powstanie) może być stosowana w ocenach indywidualnych, to dlaczego nie można jej odnieść także do oceny „zbiorowego badacza” jakim jest jednostka naukowa?

Takie stuprocentowe uznawanie prac, opublikowanych przez wielu autorów, zatrudnionych w różnych jednostkach naukowych prowadzi do jeszcze jednego wypaczenia. Otóż należy odróżnić autora, który miał główny udział (koncepcja, plan badania, model analizy danych itp.) w realizacji danego badania i w tworzeniu artkułu od członka zespołu, który wykonywał zadania pomocnicze, np. przeprowadzał, wedle wskazań, analizę statystyczną danych eksperymentalnych. W publikacjach jest to na ogół zaznaczone: jako pierwszy autor (first author) czy autor do korespondencji (corresponding author). Taki pomocniczy udział może być oceniony na, powiedzmy, 10%. Jednakże jednostka naukowa go zatrudniająca nie będzie (bo przepisy tego nie wymagają) wchodziła w takie „subtelności” i przypisze sobie całe 100% przysługujących punktów. Podobnie postąpi z takimi wskaźnikami jak: IF czy liczba cytowań. Nawiasem mówiąc, przy ocenie dorobku określonego badacza, wysoka wartość wskaźnika liczby cytowań wcale nie musi oznaczać, że jest to właśnie jego zasługa. Dlatego też zsumowanie nieważonej liczby cytowań jako miara pozycji autora w jakimś rankingu nie dostarcza rzetelnej informacji o rzeczywistych dokonaniach danego badacza. I znowu powiem, że niezbędna jest solidna peer review.

Że nie jest to problem li tylko wyssany z palca pokazują wyniki analiz bibliometrycznych przeprowadzonych przez dra Emanuela Kulczyckiego (autora znanego bloga: warsztat badacza: http://ekulczycki.pl/ ) w przygotowywanym, z zespołem, dla czasopisma Nauka artykule (przykład udostępniony dzięki uprzejmości dra E. Kulczyckiego). W ostatnio przeprowadzonej przez KEJN parametryzacji jednostek naukowych uwzględniono zdarzenia ewaluacyjne, które wystąpiły w latach: 2009-2012. Okazało się – a pełna analiza zebranych danych bibliometrycznych w odniesieniu do najwyżej punktowanych czasopism z bazy Web of Science ukaże się drukiem w sygnalizowanym wyżej artykule) – że znacznie więcej wystąpiło zdarzeń ewaluacyjnych (w sferze publikacji artykułów naukowych), aniżeli fizycznie opublikowanych artykułów naukowych. I tak, w jednym z czasopism anglojęzycznych odnotowywanych w bazie Web of Science ogłoszono drukiem 510 artykułów, a zdarzeń ewaluacyjnych związanych z tymi artykułami, opublikowanymi w tym czasopiśmie, było aż 1553. Wystąpiła zatem swoista „wartość dodana”. Jasne, że prace badawcze – zwłaszcza w dyscyplinach ścisłych, przyrodniczych czy medycznych – powstają, na ogół, jako efekt prac zespołowych. Tak, po prostu, jest. Gdy jednak zestawiamy dane statystyczne mówiące o osiągnięciach poszczególnych jednostek naukowych, to okazuje się, że w Polsce powstało znacznie więcej prac (też ogłoszonych w renomowanych czasopismach klasy Nature czy Science), aniżeli figuruje w odpowiednich bazach bibliograficznych. Uważam, że stało się to za sprawą niefortunnego zapisu w przepisach regulujących postępowanie ewaluacyjne KEJN. Może pora to zmienić?

Contact Us

We're not around right now. But you can send us an email and we'll get back to you, asap.