Komentarz ON do raportu „Przyszłość polskiej nauki”

Home / Analizy / Komentarz ON do raportu „Przyszłość polskiej nauki”

Komentarz ON do raportu „Przyszłość polskiej nauki”

Fundacja Warsaw Enterprise Institute w czerwcu bieżącego roku zaprezentowała z niemałą pompą raport zatytułowany Przyszłość polskiej nauki. Zgodnie ze swoim podtytułem dotyczyć on miał potencjału i barier we współpracy biznesu z nauką. Osobą odpowiedzialną za merytoryczną stronę przeprowadzonego przez WEI badania była dr hab. Dominika Maison z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Wnioski zaprezentowane w raporcie zostały (przynajmniej takie chyba było założenie autorów raportu) wysnute na podstawie badań sondażowych przeprowadzonych wśród reprezentatywnej próby Polaków, a także wśród przedsiębiorców, z zachowaniem proporcji pomiędzy małymi i średnimi przedsiębiorstwami.

Publikacja jedynie z rzadka sięga po źródła makroekonomiczne, zupełnie zaś ignoruje literaturę z zakresu modeli organizacji współpracy nauka-biznes (np. dyskutowane w Polsce prace M. Mazzucatto lub H. Etzkowitza). Pomimo braku źródeł uzupełniających, raport stawia tezy, które wykraczają poza fundament empiryczny.

Raport rozpoczyna się od rozsądnego i nie budzącego wątpliwości twierdzenia, że „wprowadzenie w nauce wyłącznie zasad rządzących biznesem, jak i w biznesie tylko zasad ze świata nauki zniszczyłoby oba światy. (…) Aby jednak kontakty nauki z biznesem odniosły oczekiwane skutki niezbędne jest, poza zmianami przepisów, zrozumienie wzajemnej specyfiki, poszanowanie odmienności, ale również umiejętność zmiany po obu stronach dotychczasowych przyzwyczajeń…” (s. 4) I jeśli pracom naukowym największe zarzuty można czynić za to, że nie przestrzegają własnych założeń, to i w przypadku tej publikacji, o ambitnym tytule Przyszłość polskiej nauki, największą jej wadą jest nieustające operowanie stereotypami, uprzedzeniami i pomówieniami kierowanymi pod adresem polskich badaczy i instytucji naukowych.

Powtarzane w raporcie zarzuty, że wiedza przekazywana w Polsce jest przestarzała, są rażącym uogólnieniem. Takie sformułowanie problemu ignoruje kwestię kosztów kształcenia lub różnego tempa dezaktualizacji wiedzy praktycznej i teoretycznej. Równie dobrze można przecież powiedzieć, że to nasze przedsiębiorstwa są staroświeckie i daleko im do rzeczywistej innowacyjności. Byłaby to taka sama półprawda, bo np. innowacje mają inne tempo i zastosowania w sektorze farmaceutycznym, a inne w drzewnym.

Dobra rada kierowana przez autorów raportu o tym, by „odpowiadać na potrzeby otoczenia, rozwiązywać realne potrzeby, a nie wydumane rebusy intelektualne naukowców” jest nie tylko lekceważąca wobec pracy naukowej, ale przede wszystkim sprzeczna z polityką naukową Ministerstwa Nauki i programem agend badawczych UE. Nawet w sprawniejszych systemach naukowych niż polski sektor akademicki wciąż przeważa w badaniach podstawowych. I nawet bardzo komercyjne systemy naukowe nie rezygnują z rebusów intelektualnych, bo mocna katedra fizyki teoretycznej lub filologii klasycznej jest podobnym źródłem prestiżu co szkoła biznesu czy inżynierii.

W samym raporcie mamy twierdzenia, które biorą się raczej z ideologicznego przekonania o wyższości biznesu nad światem nauki, niż z rzetelnie przeprowadzonych badań. Zadawane respondentom pytania są nie tyle tendencyjne, co sugerują pożądane odpowiedzi. „W ostatnim czasie dużo mówi się o tym, że polska nauka powinna mieć większy wymiar aplikacyjny niż dotychczas, być bardziej przydatna dla biznesu i społeczeństwa. Czy Twoim zdaniem jest to dobry kierunek rozwoju nauki?” Któż o zdrowych zmysłach może odpowiedzieć na takie pytanie – zdecydowanie nie? Jeśli tak ma wyglądać „rozwiązywanie realnych potrzeb”, to chyba powinniśmy być wdzięczni, że nauka polska nadal stawia na „intelektualne rebusy”.

Sugerowanie, że naukowy sposób odpowiadania na zadawane pytanie jest pełne sformułowań typu: „to zależy”, „bywa rożnie”, „w zasadzie nie mamy pewności” nie jest oparte na żadnym merytorycznych podstawach. A co więcej – używając sformułowania z samego raportu, można stwierdzić, że „takie podejście tylko hamuje, a nie stymuluje znajdowanie rozwiązań” (s. 22). Tym bardziej że zgodnie z wynikami przeprowadzonych badań aż 51 procent polskich przedsiębiorców nie widzi korzyści we współpracy pomiędzy biznesem i nauką. Publikacja takiego raportu jak Przyszłość polskiej nauki może tylko utrwalić niechęć przedsiębiorców do przychylnego spojrzenia na osiągnięcia polskich naukowców, uczelni i instytutów badawczych. Choć autorzy raportu tego nie dostrzegli, to rzeczywisty kontakt z sektorem nauki zmienia negatywne stereotypy. Wśród podgrupy przedsiębiorców, którzy deklarowali historię współpracy z sektorem akademickim, negatywne opinie są rzadsze niż wśród biznesmenów bez historii współpracy.

Wypisywanie, że konieczne jest premiowanie zaangażowania naukowców w projekty o charakterze aplikacyjnym, brzmi chwytliwie. Ale jednocześnie dobrze byłoby zauważyć, że choćby Komitet Ewaluacji Jednostek Naukowych bierze pod uwagę działania wdrożeniowe i współpracę z biznesem. Na uczelniach powstają centra transferu technologii, które niejednokrotnie mają problem z przekonaniem właśnie biznesu, że nauka w Polsce ma coś ciekawego do zaoferowania. A odmienność podejścia biznesowego i naukowego do prowadzonych badań nie jest niczym niezwykłym, bo przedsiębiorcy muszą myśleć o finansowych korzyściach. Naukowcy zaś są ustawowo zobowiązani „do pomnażania osiągnięć nauki, kultury narodowej i techniki” (Ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym, art. 13.1.5).

Tak więc choć zgadzamy się z wstępnymi słowami raportu co do konieczności współpracy, nie możemy zgodzić się z wnioskami opartymi na nadinterpretacji materiału badawczego. Raport WEI nie proponuje żadnego modelu współpracy ani kariery naukowej, nie analizuje różnych narzędzi istniejących w Polsce (inkubatory, branże kluczowe w nowej perspektywie finansowej, staże w firmach opłacane przez UE).

I dlatego chcemy mocno podkreślić, że wbrew tezom raportu – na uczelniach i w instytutach naukowo-badawczych dominuje przekonanie o tym, że nauka i nauczanie musi odpowiadać na wyzwania współczesnego świata, choć jednocześnie w środowisku naukowym jest ważna samoświadomość tego, iż nie można we wszystkim ulegać dyktatowi rachunku ekonomicznego, czego nie chcą dostrzec autorzy raportu.

Choć nie jesteśmy biznesmenami, wydaje nam się jednak, że opieranie decyzji biznesowych na dziurawych danych też nie jest najlepszym pomysłem.

 

Radosław Rybkowski

współpraca Marcin Zaród

Contact Us

We're not around right now. But you can send us an email and we'll get back to you, asap.