Tekst nadesłany: prof. Marek Rewizorski, Dążąc do prawdy…

Home / Aktualności / Tekst nadesłany: prof. Marek Rewizorski, Dążąc do prawdy…

Tekst nadesłany: prof. Marek Rewizorski, Dążąc do prawdy…

Dążąc do prawdy… czyli refleksje o zachodzie słońca

 Prace nad nową ustawą o szkolnictwie wyższym, zwaną „konstytucją dla nauki”, wkraczają w etap prac legislacyjnych. Towarzyszy im znakomicie przygotowana oprawa propagandowa, skoncentrowana na kilku kluczowych hasłach i efektownych spotach, podpieranie się autorytetem Komisji Europejskiej chwalącej resort szkolnictwa wyższego za wzorcowy sposób procedowania, wskazywanie na masowe poparcie dla reformy ze strony różnych gremiów – od stowarzyszeń studenckich po wspólnoty rektorskie. Słowem wyłania się wizja szerokopasmowej deliberacji, która doprowadzić ma do zasadniczych zmian w skostniałej i feudalnej strukturze szkolnictwa wyższego, osiągnięcia „doskonałości naukowej” i „światowego poziomu nauki i dydaktyki”. Wszystko to pięknie, zwłaszcza że resort zamierza osiągnąć te i inne cele wydając na naukę (0,45% PKB) i szkolnictwo wyższe (0,8%) – łącznie 1,25 proc. PKB w roku wprowadzenia reformy w życie (2018). Można powiedzieć, że nie jest źle w końcu na Litwie, w Rumunii i Bułgarii wydaje się nieco mniej, (a w Sudanie, Jemenie i Mali zdecydowanie mniej) i tam też zdecydowanie gorsza jest sytuacja pracowników szkolnictwa wyższego. „Obywatele Nauki” cytując tekst z „Nature” wskazali, że Bułgarii rząd zmniejszył wydatki na naukę o 25%, po tym jak UE zmniejszyła planowane środki pomocowe dla bułgarskiej nauki oraz, że 30% bułgarskich doktorów pracuje za granicą.

       W Polsce, zwłaszcza w odniesieniu do nauk społecznych i humanistycznych, pracowników zatrudnionych w szkolnictwie wyższym nazwać prekariuszami (profesorowie i adiunkci, także hybrydowi tzn. adiunkci z habilitacją) lub metaprekariuszami – żeby nie używać przykrego określenia „biedacy” – (asystenci, pracownicy dydaktyczni, doktoranci, pracownicy nienaukowi). Los prekaruszy przybliżył w jednym z ostatnich esejów prof. Adam Leszczyński zauważając, że na stanowisku profesora w Polskiej Akademii Nauk zapłacono mu…3300 zł butto (2574 zł netto), a więc tyle ile popularne dyskonty oferują kasjerom. Dramat. Na uczelniach jest lepiej ale tylko trochę. Nie zmieniają tego stanu znacząco zapisy nowej ustawy, w której pracownicy akademiccy traktowani są niestety jako tania siła robocza, która generuje koszty. W dwóch punktach pozwolę sobie zaznaczyć zmiany, które być może już wkrótce jeszcze bardziej pogorszą ich obecną sytuację a w dłuższej perspektywie doprowadzą do całkowitej zapaści (państwowego) systemu szkolnictwa wyższego w Polsce.

  1. Wprowadzenie modelu odwróconej kariery akademickiej

W obecnym systemie istnieje model kariery oparty na stopniach doktora habilitowanego i profesora, będących certyfikatami doskonałości naukowej. Ich utrzymywanie uzasadnia się najczęściej słabą jakością doktoratów oraz tradycją, tak ważną w szkolnictwie wyższym. Istnieją też minima kadrowe, tzn. wymagania zatrudniania odpowiedniej liczby profesorów, doktorów habilitowanych i doktorów do uruchomienia i prowadzenia kierunków na uczelniach. W nowej ustawie habilitacja staje się nieobowiązkowa (będzie przydawać się tylko do recenzji i promowania na stopień doktora). Co więcej w nowej regulacji wprowadza się stanowisko „profesora dydaktycznego”, które będzie przyznawane doktorom bez habilitacji na podstawie niejasnych kryteriów. Do czego to doprowadzi? Liczba habilitacji – trudnych do osiągnięcia, wymagających mozolnej, wieloletniej pracy drastycznie spadnie, a co za tym idzie znacznie mniej chętnych pojawi się w odniesieniu do tytułu profesora. Wzrośnie za to liczba profesorów bez habilitacji, którzy jako profesorowie dydaktyczni zajmą miejsce niepotrzebnych naukowców. Nowi profesorowie nie będą musieli pracować naukowo, wystarczy że będą. I ci starzy, z czasem wymierający doktorzy habilitowani i nowi profesorowie bez habilitacji otrzymają jako „profesorowie uczelni” to samo wynagrodzenie. Wniosek taki – nie warto zajmować się ani nauką, ani uzyskiwać habilitacji bowiem zostając profesorem dydaktycznym wystarczy być. Swoją drogą to szokujące by profesorem na uczelni zostawał ktoś kto nie prowadzi badań. Obniżenie standardów wiąże się też z innymi pomysłami – doktoratami wdrożeniowymi, propozycjami stawiania na czele jednostek uczelni magistrów itd. Słowem w nowej ustawie im niższy stopień będzie miał badacz/ka tym lepiej dla niego (dla niej). Doktorzy habilitowani i profesorowie staną się systemowo zbędni i z czasem będą uchodzić za osobliwości, żyjące pomniki historii nauki polskiej.

  1. Wynagrodzenia

I tutaj mają nastąpić zmiany w nowej ustawie. W jednym z ostatnich wywiadów premier Gowin chwalił się że wzrosną wynagrodzenia minimalne naukowców (min. 75% przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw – max. 150%, pracownicy nienaukowi, w tym dydaktyczni mają uzyskać 50% tj. ok 2110 brutto licząc według stanu na 2018 r.). Z ustawy wynika, że wbrew jego wypowiedziom podchwyconym przez kilka poczytnych gazet mowa nie o „przeciętnym wynagrodzeniu w sektorze przedsiębiorstw” a „przeciętnym wynagrodzeniu” które jest relatywnie niskie i niewiele zmienia. Obecnie średnia pensja w sektorze przedsiębiorstw (prawie 5000 zł brutto) to prawie o 400 zł więcej niż wynagrodzenie minimalne profesora nadzwyczajnego. Skalę ubóstwa w polskim szkolnictwie wyższym oddaje proste porównanie. Asystenci (mgr, dr) zarabiają na uczelni mniej niż kasjerzy w dyskontach, adiunkci (dr, dr hab.) osiągają przychody na poziomie magazyniera w dyskoncie, a profesorowie (dr hab. prof. nadzwyczajny, prof. zwyczajny) – zarabiają na poziomie starszego magazyniera lub managera sklepu. Zachodzą pytania jak przy tak niskich pensjach przyciągać zdolnych ludzi, którzy mieliby „prowadzić badania na światowym poziomie”? Jak przy takich niskich zarobkach sprowadzić polskich uczonych z Zachodu? W jaki sposób wytłumaczyć studentom że warto robić badania, zostać na uczelni i robić stopnie naukowe? W jaki sposób pracując naukowo przeżyć do końca miesiąca bez „chwilówki”?

Wskazane przez mnie problemy są tylko przykładowe. Sprawy pracownicze w nowej ustawie zostały zredukowane do poziomu minimum. To niedobrze. W końcu piękne budynki, świetnie wyposażone laboratoria i najlepsze nawet strategie nic nie zmienią jeśli nie zacznie się od podstaw – inwestowania w kapitał ludzki. Oby za kilka lat było jeszcze w kogo inwestować.

Dr hab. Marek Rewizorski, profesor nadzwyczajny

Uniwersytet Gdański

Contact Us

We're not around right now. But you can send us an email and we'll get back to you, asap.