Czy dyscyplina jest nauce koniecznie potrzebna? [felieton]

Home / Kariera naukowa / Czy dyscyplina jest nauce koniecznie potrzebna? [felieton]

Czy dyscyplina jest nauce koniecznie potrzebna? [felieton]

W toku dyskusji nad podpisaną niecały miesiące temu ustawą Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce oraz nad propozycjami wynikających z niej rozporządzeń jednym z bardziej drażliwych tematów okazał się podziału dyscyplin naukowych. Oczywiście, można teoretycznie założyć, że przyjęcie takiego a nie innego podziału jest niezwykle istotne, bo związana z nim jest możliwość nadawania stopni naukowych oraz ewaluacja osiągnięć pracowników naukowych i naukowo-badawczych. Można również, oczywiście, uznać, że ten podział w znacznej mierze wynika ze międzynarodowych oczekiwań, zwłaszcza że sama ustawa odwołuje się do klasyfikacji dyscyplin naukowych przyjętych przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Ale…

To samo OECD w swoich publikacjach dotyczących szkolnictwa wyższego i prowadzenia polityki wobec szkolnictwa wyższego po wielokroć podkreśla znaczenie autonomii instytucjonalnej. Co więcej, w definiowaniu autonomii OECD wprost odwołuje się do amerykańskiego wyroku sądowego z czasów maccartyzmu: broniąc wolności prowadzenia badań naukowych sędzia Felix Frankfurter uznał, że za podstawowe prawo uczelni „do samodzielnego decydowania na podstawie akademickich kryteriów, kto może uczyć, co może być nauczane, jak powinno być nauczane oraz kto powinien zostać przyjęty na studia”. Tak rozumiana autonomia oznacza również prawo uczelni do samodzielnego decydowania, co uznać za wartościowe badania naukowe, czy komu nadać stopień naukowy, za co i w jakiej dyscyplinie. Ale absolutnie nie musi to oznaczać wyboru z ograniczonej listy przygotowanej przez władze państwowe.

Jednak odnoszę wrażenie, że w tych dyskusjach nad klasyfikacją dziedzin nauki i dyscyplin naukowych daliśmy się ponieść mentalności niewolników. A przynajmniej daliśmy się wtłoczyć w mocno zastane schematy myślenia. Kluczowym pytaniem nie jest to, czy zaproponowana klasyfikacja jest dobra i słusznie (lub niesłusznie) włącza (albo wyłącza, lub co gorsza całkowicie pomija) jakąś dyscyplinę naukową. Ważniejsze jest bowiem to, dlaczego w ogóle uważamy, że jakiś urzędnik bądź polityk (choćby wiedziony prawymi intencjami) ma w istocie prawo do stwierdzenia, że są takie a nie inne dyscypliny, a to i to należy do tej, a nie innej dyscypliny. Można zrozumieć administracyjną chęć wprowadzenia ładu (choćby pozornego), ułatwiającego Ministerstwu zarządzanie systemem szkolnictwa wyższego i nauki. Ale ani uczelnie, ani jednostki naukowe nie są od tego, aby ułatwiać działania Ministerstwu i usprawniać urzędowe dokonywanie ewaluacji jednostek naukowych. Uczelnie i ośrodki badawcze są od uprawiania nauki, konkurującej z osiągnięciami zagranicznych kolegów.

A nauka, która aspiruje to tego, by wpływać na dyskusje toczone na całym świecie, i która inspiruje powstawanie przełomowych technologii i wynalazków, z pewnością potrzebuje dyscypliny. Ale tej rozumianej jako rygor uprawianej nauki – oparty na rzetelnych badaniach, logicznym wnioskowaniu oraz sprawdzaniu rezultatów. Natomiast nie ma żadnych dowodów na to, że zwiększanie lub zmniejszanie liczby administracyjnie uznawanych dyscyplin, ich mieszanie, łączenie lub dzielenie może się przyczynić do rzeczywistego rozwoju nauki; czy to polskiej, czy światowej. XXI wiek w prowadzeniu badań naukowych opiera się na współpracy, przekraczającej granice nie tylko państwowe. I w tym kontekście obrona granic poszczególnych dyscyplin jest co najmniej anachroniczna i na pewno kontrproduktywna.

Z zupełnie prywatnego punktu widzenia – na jakich zasadach Ministerstwo ma zadecydować, że mój artykuł napisany razem z koleżanką, a dotyczący zarządzania w szkolnictwie wyższym, ma być zaliczony do dyscypliny „ekonomia i finanse” a nie „nauki o polityce, administracji i politykach publicznych”? I dlaczego ja, pracownicy naukowi, a końcu i same uczelnie mają się godzić na to, żeby jakiś urzędnik w ministerstwie (choćby i najbardziej prawy) podejmował w tej sprawie decyzję?

Dlatego cała ta dyskusja od dyscyplinach jest pozbawiona większego sensu. Do niczego nie prowadzi. A tylko prowokuje do wewnętrznych napięć w środowisku naukowym. No, chyba że o to właśnie komuś chodziło…

Radosław Rybkowski

 


O Autorze: Radosław pracuje w Instytucie Amerykanistyki i Studiów Polonijnych Uniwersytetu Jagielońskiego, gdzie zajmuje się m.in. polityką wobec szkolnictwa wyższego (w Ameryce Północnej i Europie). Jest działaczem Obywateli Nauki oraz ekspertem Centrum Analiz Klubu Jagielońskiego.

Contact Us

We're not around right now. But you can send us an email and we'll get back to you, asap.