O interdyscyplinarności w kontekście nowych zasad ewaluacji pisze Maciej Malicki

Home / Aktualności / O interdyscyplinarności w kontekście nowych zasad ewaluacji pisze Maciej Malicki

O interdyscyplinarności w kontekście nowych zasad ewaluacji pisze Maciej Malicki

Interdyscyplinarność w nowym systemie ewaluacji uczelni

W niedawnym wywiadzie udzielonym „Kulturze Liberalnej” Jarosław Gowin zapewniał, że „Konstytucja dla Nauki”, czyli pakiet ustaw i rozporządzeń na nowo regulujących ustrój polskiej akademii, wciąż posiada „modernizacyjne ostrze”. Nie wdając się w całościową dyskusję na temat sensowności tej reformy, chciałbym zwrócić uwagę na pewien problem, który, moim zdaniem, stawia pod znakiem zapytania jakość owego ostrza. Mam na myśli interdyscyplinarność i jej miejsce w nowych zasadach ewaluacji uczelni.

Interdyscyplinarność to pojęcie modne, a wręcz do pewnego stopnia fetyszyzowane, jednak bez niej trudno sobie wyobrazić nowoczesną naukę. Z oczywistych względów naukowcy powinni być otwarci na idee płynące z zewnątrz i na łączenie odmiennych sposobów myślenia. Muszą mieć też możliwość swobodnego przekraczania granic swoich wąskich i zazwyczaj bardzo wyspecjalizowanych dyscyplin. Inaczej z badaczy zamienią się w trybiki biurokratycznego mechanizmu, przypisane do sztywno wyznaczonej roli.

Dotychczas obowiązujący model ewaluacji tego rodzaju zagranicznych wycieczek co prawda nie premiował w jakiś szczególny sposób, ale na pewno też do nich nie zniechęcał. Wyniki badań akademika zatrudnionego, powiedzmy, na wydziale biologii, ewaluowano niezależnie od tego, czy zostały formalnie sklasyfikowane jako biologiczne, informatyczne czy choćby filozoficzne. Po prostu całość dorobku pracowników tego wydziału uwzględniano w trakcie ministerialnej oceny.

Ten system miał swoje wady, jednakże jego podstawową zaletą była gwarancja swobody badań – kwestia co najmniej tak istotna, jak demokracja uczelniana, czy finansowanie nauki. Tymczasem zgodnie z projektem nowego rozporządzenia o ewaluacji, dorobek pracowników akademickich zostanie przypisany do dyscyplin reprezentowanych na ich macierzystych uczelniach, a nie do wydziałów. Choć za taką koncepcją stoją racjonalne przesłanki – dotychczas trudno było porównać rezultaty np. wydziału łączącego filozofię i socjologię z typowym wydziałem filozofii (albo socjologii) – jego skutkiem ubocznym będą utrudnienia dla badań interdyscyplinarnych. Co więcej, nowa metoda ewaluacji uderzy w małe jednostki, szczególnie na uczelniach sprofilowanych: ekonomicznych, rolniczych, medycznych czy inżynierskich.

Faktem jest, że projekt rozporządzenia dopuszcza, aby dorobek w ramach określonej dyscypliny obejmował do 20% publikacji, które do niej formalnie nie należą, ale jest to możliwe jedynie w przypadku, gdy mają one „związek merytoryczny z badaniami naukowymi prowadzonymi w podmiocie w ramach tej dyscypliny”. Propozycja ta nie jest dobrym rozwiązaniem.

Nowy system oceny prawdopodobnie nie zaszkodzi największym uniwersytetom: artykuł pracownika wydziału matematyki dotyczący problematyki fizycznej zostanie zapewne po prostu wzięty pod uwagę przy ewaluacji dyscypliny fizyka. Co jednak w sytuacji, gdy na niewielkiej uczelni istnieje wydział matematyki, ale nie ma tam wydziału fizyki? Wtedy ów pracownik będzie musiał wytłumaczyć się z wykonanej pracy, uzasadniając, dlaczego powinna jednak zostać uwzględniona przy ocenie matematycznego dorobku uczelni. A im bardziej jej rezultaty będą odległe od tematyki badań matematycznych tam prowadzonych, tym większe ryzyko, że jego wyjaśnienia nie zostaną zaakceptowane.

Co gorsza, pojawi się wymóg, by w ramach ewaluowanej dyscypliny prowadziło badania co najmniej dwunastu pracowników uczelni. Oznacza to, że małe jednostki naukowe: wydziały, instytuty czy niewielkie centra badawcze zostaną skazane na niebyt z punktu widzenia algorytmów ewaluacyjnych. Takie przypadki mogą pojawić się wszędzie, ale problem przede wszystkim dotknie ośrodki o wyspecjalizowanym profilu badawczym. Znajdują się tam zazwyczaj katedry lub zakłady spoza głównego obszaru aktywności uczelni (np. katedra filozofii na akademii medycznej). Ich pracownicy zostaną zmuszeni do ograniczenia swej pracy naukowej lub wręcz zmiany specjalizacji. Nietrudno sobie wyobrazić, że ci, którym nie uda się dostosować do nowych regulacji, zostaną zwolnieni albo przeniesieni na stanowiska dydaktyczne, gdzie łatwiej wykazać swą przydatność dla pracodawcy.

Uważam, że nie jest to właściwa droga. Wszelkie rozwiązania nieograniczające możliwości poszerzania pola badawczego czy nawiązywania interdyscyplinarnej współpracy powinny być doceniane, a nie traktowane z podejrzliwością lub wręcz ignorowane. Zmuszanie naukowców do tłumaczenia się z nieszablonowych działań, wyjaśniania, że wyniki ich pracy mają prawo znaleźć się w tej, a nie innej, biurokratycznej szufladce, jest tyleż upokarzające, co wypaczające sens pracy badawczej.

Proponowałbym zatem, aby w rozporządzeniu wykreślić wspomniany wymóg „związku merytorycznego” badań z ocenianą dyscypliną. Albo też wprowadzić rozróżnienie na publikacje spoza dyscypliny, które jednak posiadają z nią merytoryczny związek – i tu usunąć dziwaczny, niczym nieuzasadniony próg 20% – oraz wszystkie pozostałe. Aby nie utrudniać zbytnio ewaluacji, możliwość dopisywania do dyscypliny wyników, które w ogóle do niej nie należą, można by ograniczyć do 5-10%. Takie rozwiązanie pozostawiałoby furtkę dla badań interdyscyplinarnych prowadzonych w mniejszych ośrodkach, pozwalałoby też uwzględniać dorobek niewielkich jednostek. W swym obecnym kształcie projektowany system ewaluacji karze za podejmowanie nietypowych prac badawczych i pisany jest raczej z punktu widzenia biurokratycznej wygody niż potrzeb nowoczesnej nauki. Ten sposób myślenia niewiele ma wspólnego z jakkolwiek pojętą modernizacją.

 

 

 

Contact Us

We're not around right now. But you can send us an email and we'll get back to you, asap.